Jak Wielki Smog Londyński zabił 12 tysięcy osób

Poza fizyką i chemią, lubię też zagłębiać się w historii, bo przecież to ona dostarcza nam wiedzy z każdej dziedziny. Jestem praktyczny i już od dawna wiem, że najlepszym sposobem przyswajania wiedzy jest połączenie przyjemnego z pożytecznym. Dlatego z chęcią pochłaniam seriale i filmy historyczne – zarówno adaptacje, jak i dokumenty.

Ostatnio dotarłem do nowego serialu, opowiadającego o Elżbiecie II, czyli „The Crown”. Szczególne zainteresowanie wzbudził we mnie czwarty odcinek, który opowiadał o genezie jednego z najtragiczniejszych wydarzeń jakie miały miejsce w Londynie w drugiej połowie XX wieku. Mowa tutaj oczywiście o Wielkim Smogu Londyńskim. Historia zainteresowała mnie tak bardzo, że postanowiłem się z wami nią podzielić.

Tanie grzanie

Na początku grudnia 1952 roku w Londynie zanotowano znaczne ochłodzenie powietrza, co było skutkiem pojawienia się gęstej mgły. Normalną reakcją zmarzniętych mieszkańców było intensywne dogrzewanie swoich mieszkań, biur i wszystkich innych miejsc, w których przebywali. Pomimo tego, że rząd Wielkiej Brytanii zdawał sobie sprawę jakie zanieczyszczenie powietrza powoduje ogrzewanie węglem to promował tę formę. Głównie ze względu na fakt, że ten rodzaj opału był tani. Ponadto kiepski stan gospodarki brytyjskiej po II Wojnie Światowej sprawił, że władze państwa upatrywały w węglu szansę na poprawę sytuacji ekonomicznej. W kopalniach pracowało ponad 700 tysięcy osób! Eksportowano przy tym węgiel lepszej jakości, a ten o gorszych parametrach energetycznych zostawał w kraju. Używano go w fabrykach i do ogrzewania gospodarstw domowych.

Tańszy węgiel, który nazywany był Nutty Slack podczas spalania wydzielał zdecydowanie więcej dymu i zanieczyszczeń. Co gorsza jego wydajność była kiepska, więc aby ogrzać dom czy biuro trzeba było użyć naprawdę sporej jego ilości. Gdy na początku grudnia 1952 roku pomarznięci przez srogi mróz londyńczycy, wracali do wychłodzonych domów i rozgrzewali do czerwoności swoje piece z tym węglem, ich kominy domów wyrzucały do atmosfery niebezpiecznie dużo trujących zanieczyszczeń. W związku z gęstą mgłą wcale nie mieszały się one jednak z górnymi warstwami powietrza, tylko zaczęły osiadać niczym kożuch na ulicach Londynu.

Taki mamy klimat

Wieża zegara Big Ben w Londynie
Gdy rankiem 5 grudnia Londyńczycy odsłaniali swoje zasłony by przywitać nowy dzień, zastali ciemność. Mgła, która spowodowała ochłodzenie, zmieszała się z dymem będącym efektem grzania. Całość tworzyła gęstą żółtawą masę krytyczną. Widoczność spadła do kilkudziesięciu, a w kolejnych dniach nawet do kilku metrów. Dusząca i toksyczna mgła swój kolor zawdzięczała wysokiej zawartości związków siarki. W tamtych czasach pojęcie smogu nie było jeszcze powszechnie znane, ale dziś już wiemy, że było to katastroficznych rozmiarów zanieczyszczenie smogowe.

Jednak zjawisko, pomimo że dokuczliwe, początkowo nie wzbudziło zaniepokojenia władz, a nawet mieszkańców, bo wszystko zrzucane było na barki słynnego londyńskiego klimatu, który od dekad obfitował w mgłę. W przeciągu kilku następnych dni mgła stawała się coraz bardziej gęsta, a mieszkańcy zaczęli cierpieć z powodu silnych uszkodzeń układu oddechowego i oskrzeli. Szpitale zaczęły się zapełniać, odwołano wszelkie aktywności na powietrzu, a cały ruch w mieście został sparaliżowany. Ci, którzy mieli jeszcze siły poruszać się po ulicach często ginęli pod kołami pojazdów, ze względu na brak widoczności. Od smogu nie było ratunku: wdzierał się do biur i mieszkań, trwale uszkadzając układ oddechowy.

Dopiero rankiem trzeciego dnia Wielkiego Smogu dwie największe londyńskie elektrownie węglowe podjęły próbę zmniejszenia emisji trującego dwutlenku siarki z kominów. Jednak niewiele pomogło to w pozbyciu się śmiercionośnej „żółtej mgły”. Bezczynność Winstona Churchilla, czyli ówczesnego premiera, zaniepokoiła królową Elżbietę II, której obawy potwierdzili członkowie partii opozycyjnych oraz jej prywatny sekretarz. Królowa planowała poprzeć wotum nieufności dla legendarnego premiera, jednak zanim udało jej się z nim porozmawiać wydarzyła się tragedia, która w końcu potrząsnęła Churchillem.

Przywódca w kryzysie

Premier dotychczas upierał się, że te dziwne zjawiska pogodowe nie są żadną anomalią, a rząd ma ważniejsze sprawy na głowie. Jednak gdy w wyniku wypadku będącego skutkiem smogu zginął jego sekretarz Scott Venetii, zrozumiał powagę sytuacji. Churchill odwiedził szpital, w którym trzymano ciało Scotta i widząc na własne oczy skutki „niegroźnej mgły” zrozumiał, że musi działać. Zadzwonił do prasy z informacją, aby przyjechali do szpitala, ponieważ chce wydać oświadczenie. Reporterzy niedługo później przyjechali na miejsce, gdzie Churchill zobowiązał się dostarczyć więcej pieniędzy na sprzęt oraz personel medyczny, a także zlecić przeprowadzenie dochodzenia w sprawie przyczyn smogu. „Prawdziwy przywódca w kryzysie” – tak brzmiał tytuł artykułu zrealizowanego na podstawie tego spotkania przez Chronicle News. Premiera chwalono za jego oddanie i bliskość wobec ludu, bo przecież jako jedyny przedstawiciel władzy udał do szpitala, by na własne oczy i uszy zasięgnąć relacji społeczności w tych trudnych dniach.

Śmiertelne żniwo Wielkiego Smogu

Postać człowieka we mgle
Szacuje się, ze w okresie od 5 do 9 grudnia 1952 roku z powodu smogu zginęło 4 tysiące osób, w ciągu kolejnych kilku tygodni liczba ta powiększyła się o dalsze 8 tysięcy. Wielki Smog Londyński do tej pory jest największą klęską wywołaną zanieczyszczeniem powietrza w Wielkiej Brytanii. Było to też najbardziej znaczące wydarzenie pod względem wpływu na badania środowiskowe, regulacje rządowe i świadomość społeczną związku między jakością powietrza i zdrowie. Informacja o tych zdarzeniach odbiła się echem na całym świecie, alarmując kolejne państwa na temat zagrożeń jakie niesie za sobą ignorowanie zanieczyszczeń powietrza. O poprawę warunków życia w samym Londynie zadbała ustawa o czystym powietrzu, którą uchwalono w 1956 roku. Rzeczywiście zredukowano emisję szkodliwych gazów na terenie całej Wielkiej Brytanii, ale naprawa długoletnich zaniechań trwała bardzo długo. W 1962 roku ze względu na zanieczyszczenie powietrza zmarło kolejne 750 osób.

W Polsce cały czas jesteśmy alarmowani o niskiej jakości powietrza, smogu i związanych z nim konsekwencji zdrowotnych. Uruchomiony nawet program dofinansować dla posiadaczy starych pieców, czyli tzw. kopciuchów, który dofinansowuje wymianę ich na bardziej ekologiczne. Mimo to zmiany są bardzo powolne. Dlatego niech historia o Londynie będzie przestrogą i zachętą do dbania o jakość powietrza i ochrony przed smogiem. A dopóki sytuacja nie ulegnie unormowaniu – w smogowe dni polecam wieczory w domu z oczyszczaczem powietrza i szalenie wciągającym „The Crown”.